Wacław Stefański

15 stycznia 2018 15:13
/img/iconp_mst.png

Dane kontaktowe:
Tel: 572 881 200

Dane adresowe:
Wykowo, 09-372 Słupno
N 19.84569 E 52.47787

Męska praca

W Wykowie kosze wyplatano kiedyś w każdym domu. Teraz jest tylko on – Wacław Stefański. I zdaje się, że tak już pozostanie, ponieważ młode pokolenie, także jego dzieci, podziwia wyroby plecionkarskie, ale znajduje sobie, według uznania, inne zajęcia. Tak jak wielu wiejskich i miejskich rzemieślników tradycyjnie przejął profesję po swoim ojcu plecionkarzu, którego z powodu wojennego zrządzenia losu, nigdy nie poznał, ale po którym odziedziczył imię. Później, by utrzymać rodzinę, plecionkarstwem zajęła się również jego mama. Wspomina, że jako jedyny z rodzeństwa (pozostali nie mieli zacięcia do tego rzemiosła) wyplatał kosze już w wieku szesnastu lat, podczas pasienia krów. Zrywał rosnącą nad Wisłą wiklinę i tak zaczęły powstawać jego pierwsze formy. Potem, aż do śmierci mamy w 2003 roku, pracowali razem dla spółdzielni wikliniarskiej, ale nie pamięta dokładnej nazwy. „Przyjeżdżali, odbierali kosze, cały czas był zbyt” – opowiada. A to było najważniejsze, żeby skupić się na tej pracy. Dobrze, że sam nie musiał jeździć na jarmarki, by sprzedawać towar.

Wyspecjalizował się w wyplataniu zwykłych koszy gospodarskich z dwoma uchami, używanych niegdyś do zbierania ziemniaków, jabłek, przenoszenia paszy, kiszonki czy siana dla krów. Ale wiklinowe kosze przydają się i dzisiaj. Przez dwa lata pan Wacław współpracował z siecią jednego z budowlanych marketów i tam trafiała wtedy cała jego produkcja. Odkąd podupadł na zdrowiu wyplata tyle, ile da rady, przyjmując pojedyncze zlecenia. Wyplecenie dużego kosza wymaga bowiem niemałej siły fizycznej.

Pan Wacław, w przeciwieństwie do ojca, który robił tylko w „czystej”, białej wiklinie okorowanej, pracuje z wikliną nieokorowaną. Uważa, że takie kosze są mocniejsze, trwalsze, odporniejsze na zmienne warunki atmosferyczne, ale wymagające większej tężyzny, by gęsto wypleść ściankę, przybijając tak zwanym żelazem, które też odziedziczył po ojcu. Zostały także cęgi do okorowywania wikliny, ale one przydają się rzadziej. Zdarza się czasem, że wplata białą wiklinę, aby było ładniej, ale używa jej tylko do bardziej ozdobnych koszy, na przykład ogrodowych „dzwonków” przeznaczonych do kwiatów. Żona mówi, że Wacław potrafi wypleść bardzo solidnie wszystko, co klient zamówi: i domek z oknami do przedszkola, i kosze bocianie gniazda, i wielkie kosze-beczki, i koszyki do kominka, i kosze na bieliznę, które zrobił dla wszystkich swoich dorosłych już dzieci. Największy wypleciony przez niego kosz miał średnicę 1,20 m.

Wiklinę ścina jesienią lub wiosną na własnym ekologicznym polu. Nie stosuje żadnych oprysków, ale dba o plantację, żeby nie zarosła chwastami, bo dobre utrzymanie ma wpływ na jej jakość. Czasami dokupuje hodowlaną, ale ta jest za delikatna na jego wiejskie kosze do pracy. Do naturalnej wikliny przyzwyczaił się przez lata pracy w spółdzielni, która dostarczała taki materiał. Kosze były sprzedawane w PGR-ach i na wiejskich targach – dla rolników liczyła się nie uroda kosza, lecz jego wytrzymałość. Dzika wiklina jest inna w dotyku, szorstka, inaczej się z nią pracuje, inaczej bierze do ręki. Gdy surowiec straci sprężystość, trzeba go moczyć w wodzie przez trzy tygodnie. Niegdyś moczył wiklinowe pręty w specjalnie wybetonowanej dużej moczarce, mieszczącej materiał na sto koszy. Teraz wystarczy, gdy namoczy w niedużej kopani. Wyplata tylko w lecie na dworze, paląc papierosy, bez których nie może się obyć. Pracując opiera się na pamiątkowej desce używanej jeszcze przez mamę. W okresie jesienno-zimowym nie wyplata, bo rodzina nie chce, żeby bałaganił w domu. Jeśli rózgi są przebrane, a dno gotowe, wówczas może wypleść kosz w godzinę.

Ale koszykarstwo, choć przez bez mała sześćdziesiąt lat wyplótł setki koszy, to niejedyne zajęcie pana Wacława. Robił to w zasadzie dorywczo, bo zanim przeszedł na emeryturę, pracował w sklepie meblowym jako magazynier. Teraz, ze względu na stan zdrowia, pracuje rzadko, ale jeśli ktoś zadzwoni i zamówi, to przyjmuje nieduże zlecenia, bo – jak mówi – ciągle to lubi: „»brudną« wiklinę, ciężką męską pracę i nieodłącznego papierosa”. Tylko z takiego zestawu może powstać dobry gospodarczy kosz, który nawet intensywnie eksploatowany przetrwa dobrych kilka lat. Jego jakość jest bezkonkurencyjna.