Julianna Puławska

27 listopada 2015 11:36
/img/iconp_mst.png

Dane adresowe:
Pniewo – Kolonia, 07-214 Zatory
N 21.24301 E 52.65346

Przy igle

- Czego najbardziej mi będzie szkoda jak będę umierać, to tego szycia – zwierza się pani Julianna. Ma ponad 80 lat i od dziecka spędza czas w zasadzie „tylko przy igle”. Wspomina, że gospodarka nigdy jej nie interesowała, a nawet, gdy miała już własną rodzinę, mogła szyć i haftować, bo w wielu obowiązkach wyręczała ją teściowa. Pani Julianna już od 12 roku życia pomagała mamie w haftowaniu koszul i serwetek. Doszła do poziomu iście mistrzowskiego. W 1997 roku Muzeum w Wyszkowie zorganizowało monograficzną wystawę poświęconą jej twórczości, a już wcześniej, dostrzeżona przez ludzi kultury, została laureatką nagrody im. Oskara Kolberga. Dzięki szyciu pani Julianna miała okazję pojechać na Litwę, do Szwecji i zwiedzić całą Polskę.

W tradycyjne hafty kurpiowskie „ubiera” koszule, obrusy, bieżniki, serwety. Oprócz haftu na płótnie i tiulu wykonuje pisanki oklejane sitowiem i wełną. Żmudna hafciarska sztuka wymaga ogromnego skupienia. Wykonanie jednego obrusu o szerokości 170 cm zajmuje sprawnej i doświadczonej hafciarce dwa tygodnie nieustannej pracy. Wykonanie kompletu serwetek trwa ponad tydzień.

- Tego nie da się zrobić maszynowo. Po wyhaftowaniu trzeba jeszcze uprać i na mokro uprasować, żeby ładnie się prezentowało. Kiedyś wyszywaliśmy tylko czerwoną nitką. Bo czerwień to krew Chrystusa i nasz regionalny kolor. Ale teraz robimy też różnymi odcieniami niebieskiego, bo to idzie bardziej pod klienta. Pierwsze zamówienie na niebieskie hafty przyszło z krakowskich sukiennic. Wzorów łowickich i z Kurpi Zielonych nigdy nie wyszywałam „bo nie można wszystkiego” opowiada pani Julianna.

Co potrzebne jest żeby tak wyszywać? - Trzeba mieć igłę we krwi – nie ma wątpliwości córka pani Julianny. Ale przecież trzeba się też nauczyć. Nie przychodzi to błyskawicznie. No i chcieć.

- Ja lubiłam to zawsze. Niektóre obrusy pokonkursowe trafiły do kilku muzeów etnograficznych. Ja szybko szyję. Denerwuję się tylko strasznie, jak coś źle zrobię i muszę pruć. Córka się uczyła, sąsiadki przychodziły, ale jakoś nie chciały. Bo to trzeba chcieć – wyjaśnia pani Julianna. Przekazuje swe umiejętności twórcze na spotkaniach z młodzieżą. Z wieloma muzeami współpracuje od lat, w okresie świąt Bożego Narodzenia i Wielkiej Nocy uczestniczy w warsztatach dotyczących zwyczajów i obrzędów świątecznych, a także w kiermaszach przedświątecznych.

Prace twórczyni znajdują się w m.in. muzeach w Warszawie, Węgorzewie, Wyszkowie, Łomży, Toruniu i Ostrołęce. Ogólnopolskich nagród i wyróżnień, zarówno za swoje „szycie”, jak i pisanki, ma bez liku. Minister Kultury i Dziedzictwa Narodowego uhonorował ją nagrodą specjalną.