Wybrane wierzenia i zwyczaje na Mazowszu północno-zachodnim

28 lutego 2019 22:50

Zmiany pór roku rzutowały na prace wykonywane w obrębie zagrody i na polu. Pory roku nie pozostawały też bez wpływu na różnego rodzaju zabiegi magiczne, wierzenia i obyczaje, które wyrastały niekiedy z dawnych tradycji sięgających jeszcze czasów przedchrześcijańskich. Bezpośredni kontakt z naturą i zależność od jej „kaprysów” sprawiały, że nasi przodkowie w sposób szczególny odczuwali związek z otaczającym ich światem. Spróbujemy przybliżyć Państwu niektóre zwyczaje i wierzenia wpisane w cykl czterech pór roku.

Wiosna jest czasem budzącej się po zimowym letargu przyrody. Wyższa temperatura, topniejący śnieg, powroty ptaków sprawiają wrażenie odradzania się życia. W taki właśnie sposób odbierali zmiany w pogodzie nasi przodkowie. Mieszkańcy mazowieckich wsi, tak jak i winnych regionach Polski, przygotowywali się do nowego etapu. Wiele wierzeń i czynności związanych z tym okresem odnosi się bezpośrednio do wiary w odnawianie się świata po czasie zimowej stagnacji. Gospodynie sprzątały wnętrza chałup. Była to czynność nie tylko praktyczna, ale również w pewien sposób magiczna. Wierzono, że wraz ze śmieciami wymiata się z domu „złe”, które mogło się w nim zalęgnąć podczas zimy. Śmieci takowe wyrzucano za obręb zagrody – „za granicę”, którą mogła być droga, rów, miedza, jak również płot oddzielający od posesji sąsiada. Malowano także chałupy, a dokładnie bielono je wapnem. W pewien sposób odnawianie domu symbolizowało odradzanie się świata i konstytuowanie nowego porządku. Tego typu zachowania wpisywały się w ciąg zabiegów mających odpędzić zimę i śmierć, takich jak chociażby słynne palenie – topienie Marzanny, czy pozbywanie się tzw. śmiercichy. W prosty sposób w kulturze tradycyjnej kojarzono okres zimy, czas w którym ziemia niczego nie rodzi i przykryta jest całunem śniegu, ze śmiercią. Zwróćmy uwagę w jak doskonale Wielkanoc – to wiosenne święto, wpisuje się w pierwotną symbolikę pór roku. Zmartwychwstanie Chrystusa w szerszy sposób symbolizuje odrodzenie świata – pokonanie śmierci.

Wiosna to również czas pierwszego wypasu bydła. Wierzono, że bydło należy przy pierwszym wypędzeniu z obory uderzyć poświęconą palmą wielkanocną. Dzięki temu zwierzęta miały być chronione od chorób i nieszczęść. Wielkanocne palmy, które na Mazowszu Płockim miały formę skromnego bukieciku składającego się z baź, liści widłaku, kwiatów wykonanych z bibuły, pełniły też ważną funkcję w zwyczajach i wierzeniach ludowych. Po powrocie z kościoła dawano dzieciom do zjedzenia tzw. kotki z bazi, które miały uchronić najmłodszych przed chorobami gardła. Gospodarze natomiast umieszczali palemki w domu za obrazami świętymi, niekiedy przybijano je do drzwi lub zatykano za belki stropowe w stodole, lub innym budynku gospodarczym. Czyniono tak wierząc w ich zbawczą moc. Jednym słowem, miały one chronić domowników przed złymi zdarzeniami (chociażby pożarem), jak również przed istotami demonicznymi, w istnienie których wierzono. Obok Wielkanocy, o której można przeczytać w innym artykule, ważnymi świętami wiosennymi, które zawierają symbolikę odradzani się świata i przyrody są Zielone Świątki (święto Zesłania Duch Świętego) i Boże Ciało. W dawnych czasach na Zielone Świątki majono, czyli przystrajano na Mazowszu chałupy. Szczególne rolę w tym dniu pełniły gałązki brzozowe i tatarak. Gałązkami przystrajano płoty, odrzwia, a nawet wnętrza chałup. Natomiast pociętym tatarakiem wysypywano podłogi, a także ścieżki prowadzące do domu. Izby dzięki temu pachniały świeżością. Jest to kolejne święto, w którym ważną rolę odgrywa symbolika rozkwitających gałązek i zieleni roślin. Podobnie jak w palmach wielkanocnych przypominały one o odradzającej się przyrodzie i ożywaniu roślinności. Co ciekawe pięknie pachnący tatarak według dawnych wierzeń posiadał właściwości antydemoniczne i miał chronić dom przed zakusami chociażby czarownic. W Boże Ciało również przystrajano obejścia zagród i płoty przydrożne zielonymi gałązkami – najczęściej brzozowymi. Po przejściu procesji z Przenajświętszym Sakramentem obrywano gałązki i zabierano je do domu wierząc w ich niesamowitą moc odpędzania złych sił.

Kolejnym ważnym momentem w życiu i wierzeniach dawnych mieszkańców mazowieckiej wsi była noc świętojańska przypadająca w okresie letniego przesilenia słońca. W tę niesamowitą noc można było odnaleźć kwiat paproci i zdobyć wielkie bogactwa. Panny puszczając wianki na wodzie wróżyły o zamążpójściu. Skoki przez ogniska mogły symbolizować witalność osób biorących w nich udział. Ta najkrótsza w roku noc pełna była czarów i niesamowitości. Dlatego też wielu mieszkańców wsi podczas jej trwania starało się chronić przed czarownicami, których moc w tym czasie wzrastała w szczególny sposób. Z tego względu jeszcze na początku XX wieku mieszkańcy okolic płocka układali na strzechach tuz nad wejściem do domu krzyż z gałęzi czarnego bzu. Wierzono, iż intensywny zapach, wydzielany przez tę roślinę (podobnie jak w wypadku wspomnianego tataraku) odstraszy szalejące czarownice. Od św. Jana można już było kąpać się w rzekach, stawach, jeziorach, ponieważ, jak twierdzono – woda przekwitła i już nie zaszkodzi człowiekowi.

Lato to przede wszystkim ciężki okres żniw, które jak łatwo się domyślić odbywały się inaczej niż dzisiaj. Znaczny wpływ na ich formę miały przedmioty, których używano w polu. Póki żęto sierpami można było śpiewać, a śpiew nadawał rytm żniwnym zajęciom. Wspomina o tym w jednej ze swych prac Stanisław Dworakowski. Tempo prac uległo zmianie z chwilą zastąpienia sierpów kosami, a tym samym w zapomnienie odeszły dawne pieśni kosiarzy. Nie zaginęły jednak tak szybko różnorodne wierzenia i zachowania mające na celu ochronić zbiory, jak i samych żniwiarzy. Żniwa rozpoczynano tzw. zażynkiem. Podczas którego modlono się o dobrą i bezpieczną pracę, obfitość zbiorów, ścinano pierwszą przygarść zboża i układano ją na krzyż. W tym dniu bardzo często organizowano dla żniwiarzy poczęstunek. Bardzo istotny był dzień rozpoczęcia prac i musiała to być środa, albo sobota, czyli dni poświęcone Matce Boskiej. Kiedy gospodarze schodzili z pola przed zapadnięciem zmroku ostatnie przygarście zboża układano na krzyż, aby diabeł nie rozrzucił zboża poukładanego w stygi. Na zmęczonych pracą czekały też inne niebezpieczeństwa i to w samo południe. Otóż odpoczywający po ciężkiej pracy żeńcy byli narażeni na kontakt z południcą lub przypołudnicą. Ta niezmiernie niesympatyczna postać według dawnych wierzeń krążyła w samo południe po polach, niosła swą głowę pod pachą i odbierała życie tym, którzy zasnęli na miedzy. Kiedy kończono sprzęt zboża przygotowywano przepiórkę, czyli niezżętą garść kłosów związanych wiechciem słomy. Związane źdźbła tworzyły daszek, pod którym niekiedy chowano płaski kamień i kamyszki, a na kamieniu rozsypywano okruszyny chleba. Kamień miał symbolizować stół. Był to zwyczaj dawny i znany praktycznie w całej Polsce. Być może była to jakaś forma daru składanego duchom. Trudno jednoznacznie na to odpowiedzieć… Częstokroć przepiórkę „oborywano” postatnicą, czyli wiodącą prym żniwiarką. Chwytano ją za nogi i przeciągano wokół przepiórki. To niejednoznaczne zachowanie możemy odczytywać jako próbę „wymuszenia” na ziemi urodzajności. Kolejnym etapem były dożynki, czyli zamknięcie prac żniwnych. Również na Mazowszu organizowane pochody dożynkowe. Na ich czele, z wieńcem założonym jak korona, kroczyła jedna ze żniwiarek (najczęściej wspomniana już postatnica). Jeśli były to włości należące do dziedzica to podchodzono pod dwór. Tam dochodziło do symbolicznego oblania wodą postatnicy, aby w przyszłym roku zbiory były udane. Wszystko kończyła uroczysta uczta. Wieniec zawieszano pod gankiem. Z niego wykruszano ziarna, których używano do pierwszego zasiewu oziminy.

Okres po zakończeniu wszystkich prac polowych przypadał jesienią. Coraz krótsze dni, zimne noce i poranki stwarzały odpowiednią aurę do spędzania czasu w domu i snucia opowieści. Był to również czas kiedy dusze zmarłych przybywały na ziemski padół – okres świąt zadusznych w doskonały sposób wpisujących się w otaczającą aurę. W kulturze tradycyjnej święta zaduszne obchodzono częściej niż obecnie. Były to dni, podczas których, jak wierzono zmarli odwiedzają żywych i grzeją się w cieple domowego ogniska. Charakterystycznym elementem tych dni były grupy dziadów – wędrownych żebraków, którzy tłoczyli się przy bramach cmentarnych z nadzieją na datek. W zamian byli zobowiązani do odmawiania modlitw w intencji dusz zmarłych. Wierzono też, co poświadczają ludowe opowieści, że taki obdarowany żebrak może być jednym ze Świętych lub samym Panem Jezusem. Pod koniec listopada przypadały wieczory, podczas których wróżono, były to tzw. katarzynki i andrzejki, czyli wigilie Św. Andrzeja i Św. Katarzyny. Wróżby dotyczyły przede wszystkim kwestii ożenku i zamążpójścia. Co ciekawe jeszcze w XIX wieku najczęściej były to wróżby wykonywane w samotności, w pojedynkę i przywiązywano do nich wielką wagę. Dopiero w późniejszym okresie nabrały one bardziej rozrywkowej formy. Również w tych zwyczajach odnajdujemy pogłosy świąt zaduszkowych, dlatego że to właśnie zmarli mieli odpowiadać na pytania stawiane przez zainteresowanych.

Przejście z okresu jesiennego w zimowy to również czas Adwentu i świąt Bożego Narodzenia. Czas skupienia i oczekiwania przepełniony jest symboliką światła wystarczy w tym miejscu wspomnieć pochodnie, jak również lampiony tak charakterystyczne dla rorat. Światło było nawiązaniem nie tylko do Jezusa Chrystusa (światłości świata), ale również znakiem nadchodzących zmian w przyrodzie – coraz dłuższych dni i odrodzenia świata. Święta Bożego Narodzenia zwane dawniej Godami to czas o szczególnym wymiarze symbolicznym z bogactwem zwyczajów i obrzędów. Niektóre z nich być może wywodziły się z tradycji przedchrześcijańskich. O zwyczajach i tradycjach bożonarodzeniowych można przeczytać w innym artykule umieszczonym na tym portalu. Bardzo istotny był czas od Świąt do Święta Trzech Króli. Nasi przodkowie każdy z dwunastu dni przypisywali konkretnemu miesiącowi w roku. W zależności od pogody jaka była w tym dniu wróżono pogodę na odpowiedni miesiąc. W zimowym kalendarzu nie mogło zabraknąć Sylwestra, który był przede wszystkim czasem wróżb. Podobnie jak w andrzejki i katarzynki w ten szczególny wieczór wróżono przyszłość matrymonialną. Młode dziewczęta biegały na strychu wokół komina, w kierunku odwrotnym do ruchu wskazówek zegara wierząc, że przy trzecim okrążeniu ujrzą twarz swego przyszłego męża. Po zmroku nasłuchiwano też ujadania psów, gdyż przyszły narzeczony miał mieszkać w tej części wsi, z której dobiegało szczekanie. Jeszcze w XIX wieku w Nowy Rok na Mazowszu obdarowywano się upominkami zwanymi „kolędą”, składano też (tak jak i dziś) życzenia. Również w święto Trzech Króli rozdawano upominki. W zasadzie to święto zamykało okres obdarowywania się. Po wsiach mazowieckich chodzili młodzi chłopcy zwani szczodrakami, których częstowano specjalnymi bułeczkami[1]. Na okres zimowy przypadają też zapusty i związane z nimi ostatkowe zabawy – ostatki, podczas których na dawnej mazowieckiej wsi pojawiały się grupy przebierańców. Postaci odgrywane przez wiejskich aktorów to najczęściej różnego rodzaju dziady, Cyganie, Żydzi, ale też diabły, wielkoludy i różnej maści odmieńcy[2]. Szczególnie ostatnie z wymienionych postaci sugerują, iż mamy do czynienia z istotami nie z tego świata. Treści scenek odgrywanych przez przebierańców, jak trafnie zauważyła Teresa Ambrożewicz: „(…) wiązały się zarówno z rodzajem czasu w jakim się odbywały, tzn. przedwiośniem, jak i z obowiązującymi nakazami społecznymi czyli końcem zabaw karnawałowych”[3]. O północy we wtorek, poprzedzający Środę Popielcową milkła muzyka i wszyscy rozchodzili się do domów. Jeżeli ktoś zapomniał się w tańcu i hulankach i pomimo wybicia dwunastej bawił się dalej, tego czart mógł porwać do piekła. Środa Popielcowa otwierała okres Wielkiego Postu, poprzedzającego Wielkanoc… ale to już zupełnie inna historia.

 

[1] Por. T. Ambrożewicz, "O świętowaniu na Mazowszu", [w:] "Dziedzictwo kulturowe Mazowsza", Warszawa 2001, s. 277-278.

[2] Tamże.

[3] Tamże, s. 278.

 

Bibliografia:

Ambrożewicz T., "O świętowaniu na Mazowszu", [w:] "Dziedzictwo kulturowe Mazowsza", Warszawa 2001.

Baraniuk T., "Prześmiewanie świata. O przebierańcach zapustnych na północno-zachodnim Mazowszu"Warszawa 1999.

 

Autor: Robert Piotrowski